Jak Czechosłowacja troszczyła się o swoje towarzyszki? O niespecjalnie emancypacyjnym systemie. 

W 2022 roku redaktorzy czasopisma „Refresher” zadali czeskim politykom pytanie: „Czy jesteś feministą i dlaczego?”. Pytanie było o tyle urokliwe, co sugerujące odpowiedź każdemu respondentowi i każdej respondence. Jednak słowo „feminista” ewidentnie więźnie w gardle czeskim politykom. Tylko Danuše Nerudová oraz Josef Středula wyraźnie określają siebie jako feministów. Wśród innych odpowiedzi wspomina się o Masaryku jako zwolenniku równości, walce o prawa kobiet w Iranie, luce płacowej, nierównym dostępie do prestiżowych funkcji. Grupa, złożona w większości z mężczyzn, wytłumaczyła, jak definiuje feminizm i jak widzi przyszłość czeskich kobiet w społeczeństwie, omijając temat współczesnych obrończyń praw kobiet. Państwo tak zwanego byłego bloku wschodniego może poszczycić się nie tylko dziewiętnastowiecznym ruchem równościowym Americký klub dam, ale również organizacjami feministycznymi działającymi od wczesnych lat dziewięćdziesiątych, jak Gender Studies czy ProFem. ProFem to organizacja szczególnie ważna ze względu na przeprowadzanie badań statystycznych dotyczących przemocy w rodzinie oraz przemocy fizycznej i psychicznej względem kobiet. Od wspomnianych powyżej respondentów dziennikarze uzyskali odpowiedź, Andrej Babiš w ogóle nigdy nie odpowiedział. W 2025 roku szczycił się natomiast uwzględnieniem unijnego prawa parytetów przy sporządzaniu list wyborczych. Niektórzy dziennikarze ze złośliwością zauważali, że kandydatki pojawiły się na listach, medialnie milcząc. 

Co więc jest problematycznego w słowie „feminizm”? Prawdopodobnie Czesi mają z nim ten sam problem, co Polacy. Kiedy przez Zachód przetoczyła się rewolucja seksualna, kolejna fala feminizmu, za żelazną kurtynę docierały jedynie echa tych zmian. Zmian stosunkowo obcych, ponieważ od końca drugiej wojny światowej w każdym kraju bloku wschodniego kobiety miały konstytucyjnie zagwarantowane równe prawa – w czeskiej konstytucji kwietniowej wspomniano o równym dostępie do edukacji, pracy. Kiedy na Zachodzie o poprawę warunków socjalnych walczono, w bloku wschodnim prawa te zostały spisane niejako, teoretycznie,  jako zbyt oczywiste, aby nad nimi dyskutować. Wprowadzenie nowego ustroju miało się przecież opierać na ideologii Marksa i Engelsa oraz poglądach Włodzimierza Lenina, w założeniu dla których to prawa kobiet były równoznaczne z prawami człowieka. Lenin uznawał, że odciążenie kobiety z (utrwalonych kulturowo) obowiązków domowych uczyni z niej pracownicę, towarzyszkę i pełnoprawną działaczkę komunistyczną. Powstały w Związku Radzieckim Żenotdieł, organizacja emancypacyjna pod przywództwem Aleksandry Kołłątaj, przejął również obowiązek pewnego rodzaju „wyrównywania szans”. Początkowo działaczki pracowały w terenie, zajmując się edukacją i agitacją kobiet na wsiach. Związek Radziecki szczycił się udaną walką z analfabetyzmem wśród kobiet, budową żłobków, szkół, stołówek, które zwalniały kobiety z obowiązku gotowania obiadów, liczbą kobiet podejmujących edukację średnią czy wyższą, szczególnie w zawodach technicznych, zwiększeniem udziału kobiet w strukturze pracowniczej czy liczbą pracujących matek. Ideałem miała być kobieta pracownica, działaczka społeczna, która nawet jeśli ma rodzinę, to nie jest ona ograniczeniem podczas pracy na rzecz kolektywu czy uczestnictwa w życiu społecznym. Zatem hasła o równości dziwnie i nieprzyjemnie pachną słusznie minionym systemem. W dalszych badaniach należałoby rozstrzygnąć, czy skojarzenie to jest zgodne z wartościami promowanymi przez ustrój komunistyczny w Czechosłowacji.

Jak to jednak ma się do realnego obrazu kobiety w komunistycznych mediach? Czy sytuacja kobiet poprawiła się? Czy państwo troszczyło się o kobiety i spełniało rolę opiekuńczą? Reprezentacyjnym przykładem w przypadku Czech może być „Rudé právo” – dziennik wydawany od 1920 roku, pełniący rolę tuby propagandowej reżimu aż do jego upadku. W ramach pracy badawczej podejmę się analizy całego rocznika gazety. Wybieram rok 1950, ponieważ jest to pierwszy całkowicie zdigitalizowany rocznik, szczyt aktywności propagandy w ramach rozpoczęcia planu pięcioletniego, a także okres „ustabilizowania się” reżimu po dwóch latach od przejęcia pełnej władzy. Przedmiotem analizy była obecność postaci kobiecych, tematów kobiecych, kontekst i tematyka uwzględniania wyżej wymienionych oraz metody budowania stereotypu idealnej kobiety komunistycznej. 

Państwo komunistyczne postawiło sobie zadanie aktywizacji zawodowej kobiet. Jego rolą miało być więc stworzenie możliwości podjęcia pracy i przez to zapewnienie kobietom niezależności finansowej, co oznaczało realne wyzwolenie spod kurateli mężczyzn w rodzinie – ojca, a później męża. Troska o włączenie towarzyszek w życie zawodowe i społeczne, tak zwane „wyciągnięcie jej z domu”, miała jednak drugie dno. Powojenna Czechosłowacja potrzebowała siły roboczej, aby sprostać kolejnym wymaganiom planów gospodarczych, do czego niezbędne było zwiększenie liczby pracowników. Państwo nie mogło pozwolić sobie na zignorowanie statystycznej połowy społeczeństwa, zwłaszcza że te zasoby mogły wypełniać luki na liniach produkcyjnych, na stanowiskach niskopłatnych, bez możliwości awansu zawodowego, ale jednocześnie w pracach, które nie wymagały od pracownika nauki skomplikowanych umiejętności. 

Jak więc próbowano zaktywizować kobiety? Przeglądając łamy dziennika „Rudé právo”, można zaobserwować dwie metody zachęcania do podjęcia pracy zarobkowej: pozytywne przedstawianie pracy jako możliwości rozwoju, poznania nowych ludzi, zarobku i wsparcia domowego budżetu, a także negatywne obrazowanie kobiet, które zdecydowały się na pozostanie w domu (najczęściej są przedstawiane są jako zacofane, podległe mężowi, pozbawione praw czy wręcz jako hamujące sukces reżimu komunistycznego czy wrogie panującemu ustrojowi). Z punktu widzenia systemu były one stratą potencjału pracowniczego. W statystykach widać, że metody te przyniosły jakieś rezultaty, bowiem z roku na rok liczba pracujących kobiet wzrastała. Biorąc jednak pod uwagę natarczywość propagandy, która miała zaktywizować zawodowo kobiety, wzrost ten nie jest znaczący. Pytaniem otwartym pozostaje, czy był to wymierny sukces komunistycznej propagandy czy systematycznie wzrastających kosztów życia, które niejako zmusiły Czeszki do podjęcia pracy zarobkowej. Temat ten niewątpliwie cały czas interesował komunistyczne władze, ponieważ sytuację pracowniczą kobiet monitorowano przez badania statystyczne. Analizy te jednak nie uwzględniały, ile kobiet faktycznie osiągało niezależność finansową. 

Zachęcanie kobiet do pracy odbywa się przez pozytywne wartościowanie i ukazywanie pracujących kobiet. Z jednej strony są to przodowniczki pracy, które osiągnęły sukces zawodowy – rozumiany jako wysokie zarobki, szacunek współpracowników, radość z wykonywanego zadania i zaspokojenie potrzeby działania kolektywnego – a z drugiej strony przez apele zwykłych pracownic. Warto zauważyć złożoność tej metody; znalazło się tutaj bowiem odwołanie do zgoła kapitalistycznej potrzeby zysku materialnego, do zaspokojenia potrzeb społecznych poprzez kontakt z nowymi ludźmi, ale także włączenie do pracy na rzecz kolektywu (który wspólnie miał odpowiadać za sukces działalności), a w dalszym rozumieniu na rzecz szeroko rozumianej społeczności komunistycznej. Wniosek? Kto nie pracuje, ten nie ma pieniędzy, szacunku, możliwości kontaktu z drugim człowiekiem i pod kątem bycia w społeczeństwie nie jest przydatny. W wydaniu gazety z 16 stycznia można znaleźć informacje o nowych pracowniczkach transportu. Tekst jest ilustrowany zdjęciem grupy uśmiechnięty kobiet, idących ze sobą pod rękę, ubranych w mundury. W artykule nie pojawiają się żadne nazwiska, ale zwraca się szczególną uwagę na liczby – 18 kobiet prowadzi tramwaje, przeszło 700 pracuje w ogóle w transporcie, wyrabia się 300 procent normy – a także na to, że mieszkańcy Pragi darzą tramwajarki szacunkiem i przyglądają im się z uznaniem. Kto według artykułu może zostać tramwajarką? Absolutnie każda kobieta, ponieważ nadal są wakaty, a w tej pracy kobiety mogą całkowicie zastąpić mężczyzn. To zastąpienie ma dla kobiety charakter nobilitujący: jest tak samo przydatna społecznie, jak mężczyzna. Takie przedstawienie sprawia, że prace stereotypowo kojarzone z kobietami (zawody związane z opieką na dziećmi, chorymi, seniorami, prace biurowe) uznane zostają za z gruntu mniej przydatne. To nie znaczy, że zawody typowo żeńskie nie pojawiają się. Kralová jeszcze w styczniu pisze podziękowania dla Gottwalda za opiekę nad położnymi i budowę nowych, nowoczesnych porodówek. Uznaje, że od 1948 roku może wreszcie pracować w dobrych warunkach za odpowiednią pensję, która umożliwia jej utrzymanie siebie i dzieci, ale podkreśla także polepszenie sytuacji rodzących kobiet. Kilkukrotnie pojawiają się sformułowania, takie jak ,, państwo opiekuńcze, państwo zaopiekowało się czy państwo zadbało o’’. Biorąc pod uwagę, że krótki list został zakończony podziękowaniem nie partii, nie ojczyźnie, ale Gottwaldowi, można stwierdzić, że położna utożsamiała siłę państwa z siłą jego przywódcy. A w tym kontekście podziękowanie to jest skierowane również do męskiego protektora, który zauważył problemy kobiety nie tylko jako pracownicy, ale również matki. Znowu (stereotypowo) dobro kobiet zależy więc od troski i opiekuńczości mężczyzny.  

Kobiety niepracujące wyśmiewano w sposób bezpośredni, jak i pośredni. Gazeta donosiła na przykład, że w małej wiosce pod Pilznem wszyscy rolnicy zgodzili się podnieść normę zbiorów, tylko jeden odmówił. Miała zakazać mu tego żona, uznając plan za niemożliwy do realizacji. Dopiero po rozmowie z urzędnikami kobieta zgodziła się, a jej mąż podpisał umowę. Wpisuje się to w stereotyp wiejskiej, upartej, ale jednocześnie niezbyt rozumnej kobiety, przeciwstawiającej się postępowi. Fakty zostają przedstawione w sposób, który miał mieć charakter humorystyczny: mężczyzna bez własnego zdania, „pantofel”, który nie potrafi podjąć samodzielnej decyzji, jest sterowany przez zacofaną, niezbyt mądrą małżonkę. Anegdotę uzupełniono apelem, aby pamiętać, że wiejskie kobiety również należy edukować. Na tej złośliwej uwadze można zakończyć omawianie kwestii edukacji kobiet. W całym roczniku nie pojawia się żadna postać kobieca, która byłaby chwalona za zdobycie tytułu naukowego czy prestiżowej posady. Chociaż promowana jest praca w fabrykach, dziennik nie odpowiada na pytanie, w jaki sposób awansować, poszerzyć swoje kompetencje zawodowe. Nie ma propozycji szkoleń, kursów. Wśród ofert pracy skierowanych przede wszystkim do kobiet, opublikowanych w sekcji ogłoszeń, przeważają propozycje pracy w przemyśle tekstylnym, w tym szwalniach i tkalniach, które nie zapewniają wysokich zarobków ani możliwości awansu. Innym „humorycznym” tekstem ma  być omówienie anonimowych listów od czytelniczek, które uznały, że artykuł zachwalający to, że ponad połowa czechosłowackich kobiet pracuje zawodowo, był niewłaściwy, ponieważ miejsce kobiety jest w domu z dziećmi. Na zatrudnieniu kobiety traci przede wszystkim mąż i dzieci. Listy te zostają wyśmiane jako dowód zacofania oraz postawy uniemożliwiającej postęp. Drugą sprawą jest wątpliwa autentyczność tychże listów. Używane słownictwo nie wskazuje na osoby niewykształcone, a cała treść z dzisiejszej perspektywy wygląda na żart. Niepracujące kobiety w tej narracji okazują się zmarnowanym potencjałem, ponieważ mogłyby zapełnić wakaty w fabrykach tekstylnych i szwalniach. Wprost zostaje wypowiedziana także myśl, że celem państwa jest aktywizacja zawodowa wszystkich kobiet. Jeśli kobieta nie umie samodzielnie znaleźć pracy, dziennik kilkukrotnie reklamuje organizację Služba ženám, która skieruje kobietę do odpowiedniego zakładu. Z drugiej jednak strony, miesiąc później niejaka Kolečková zostaje opisana jako wzór kobiety wiejskiej, ponieważ w sezonie skubania gęsi w wiejskiej świetlicy organizuje magazyn na niewykorzystane pióra, które potem w ramach czynu społecznego razem z mężem odwozi do fabryki tekstylnej, gdzie można nimi wypchać poduszki. Autor artykułu nie szczędzi kobiecie pochwał, twierdząc przede wszystkim, że siła tego pomysłu tkwi w prostocie, ale także w typowo wiejskiej oszczędności i pomysłowości. Widać tutaj, że dziennikarze nie kreują jednolitego obrazu kobiety wiejskiej jako zacofanej i hamującej postęp, ale niektóre cechy „typowo” wiejskie uznają za przydatne w nowoczesnym społeczeństwie. Ze współczesnej perspektywy: cały artykuł poświęcają wychwalaniu kobiety, która w czynie społecznym dostarczyła do fabryki pióra, co nie brzmi poważnie. 

Zwrócono również uwagę na to, że pracujące kobiety pełnią najczęściej podwójną rolę, są pracowniczkami, a także matkami i gospodyniami domowymi. Według artykułu opublikowanego 18 lutego rolą państwa jest ułatwianie życia kobietom i umożliwienie im pójścia do pracy. Co w tym zakresie już zrobiono? Według gazety większość domów ma dostęp do bieżącej wody, a układanie linoleum na podłogach sprawiło, że nie trzeba ich już szorować na kolanach (sic!) . Według dziennika rośnie również zainteresowanie pralkami. Oprócz pochwał pojawia się informacja, że jeszcze wiele rzeczy musi się zmienić, aby kobiety mogły uczestniczyć w życiu społecznym w taki sam sposób, jak mężczyźni, ale wszystko idzie w dobrym kierunku. Napisano to w optymistycznym duchu, chociaż dzisiaj wspomnienie o linoleum jako czymś, co ułatwiło kobiecie życie, wydaje się śmieszne. W artykule nie ma żadnej zachęty do partnerskiego podziału obowiązków. Autor wciąż artykułu zakłada, że wszystkie obowiązki domowe i opieka nad dziećmi są zajęciami typowo kobiecymi, którymi mężczyzna nie musi się interesować. W innym miejscu wspomniano o wiejskim handlu obwoźnym, który umożliwia KOBIETOM robienie bieżących zakupów. Ósmego grudnia omówiono zaś sytuację z walcowni, gdzie kobiety mogą wybrać, w jakim wymiarze godzin chcą się zatrudnić, a podczas pracy ich dzieci są pod opieką zakładowego przedszkola. Po pracy mogą zjeść w zakładowej stołówce. Opisana została również historia wdowy z czwórką dzieci, która podejmuje pierwszą pracę w szwalni, ponieważ w jej miejscowości zostało wybudowane przedszkole. Państwo więc spełnia swoje obowiązki, stwarzając kobietom jak najlepsze możliwości zatrudnienia, opiekując się także ich dziećmi. Ich, bo kwestia roli ojców w procesie wychowania nie została podjęta w żadnym artykule. Ani jeden autor nie zauważył, że oprócz linoleum i pralki, w gospodarstwie domowym pomocna może być także druga osoba. 

12 grudnia na łamach dziennika starano się podkreślić skuteczność państwowej agitacji, podając, że aż 60% kobiet z kraju ołomuńskiego podjęło już zatrudnienie, a w Pilźnie w pierwszych miesiącach roku prawie 7 tysięcy kobiet rozpoczęło pracę. Dane te wydają się satysfakcjonujące, ale w porównaniu z innymi źródłami – mocno zawyżone. A. Wagnerová przytacza statystyki zdecydowanie mniej optymistyczne, świadczące o tym, że państwowa propaganda nie miała aż takiego wpływu na udział kobiet w strukturze zatrudnienia, a do lat siedemdziesiątych wynik ten zwiększa się zaledwie o 10%. 

Państwo za pośrednictwem dziennika „Rudé právo” starało sie przedstawić umożliwienie podjęcia pracy jako wyraz troski o kobietę, którą społeczeństwo burżuazyjne wykorzystywało. Rozumiano przez to nie tylko pensje, ale również kontakt z innymi ludźmi, możliwość udziału w życiu kolektywu, także satysfakcję z pracy, możliwość zdobycia szacunku, a nawet zostanie przodowniczką pracy, najlepiej w spawalnictwie albo sektorze energetycznym. Ta wizja lepszej przyszłości, w której kobieta może pracować w zawodach stereotypowo męskich, zostaje wykreowana przez „Rudé právo” jako utopia systemu kapitalistycznego, osiągalna przez państwo komunistyczne. W rzeczywistości nikt nie pokazuje drugiej strony medalu: ciężka, wyniszczająca praca to nie tylko zdjęcia w komunistycznym dzienniku, pieniądze i szacunek, ale również nierzadko utrata zdrowia. Najbardziej znana polska przodowniczka pracy Anna Walentynowicz problemy ze zdrowiem zawdzięczała pracy jako spawaczka. W tym momencie jednak kończy się troska o kobietę i opiekuńcza rola państwa. Pracowniczka, której oferowano właściwie tylko prace fizyczne, wyeksploatowana, niezdolna do pracy, nie jest już potrzebna reżimowi. Pod pozorem troski, chęci poprawy statusu społecznego i finansowego kryje się najwyższa forma wyzysku – wykorzystanie pracownika do utraty zdrowia, bez zaoferowania opieki zdrowotnej. Inna sprawa, że i w  2005 roku emerytura Walentynowicz nie przekraczała minimum socjalnego, ale to już zupełnie inna historia. 

Można zapytać: co z tego, czy jest czymś nowym, że państwa totalitarne żyją w realiach permanentnych sprzeczności? Idea feminizmu postrzeganego jako ideologia narzucona (przez Wschód za sprawą Związku Radzieckiego lub przez Zachód w związku z członkostwem w Unii Europejskiej) nie ma racji bytu. Nie ma mowy o walce o równość między kobietami a mężczyznami w systemie komunistycznej Czechosłowacji. O walce tej niechętnie wspominają ankietowani przez „Refresher” politycy. Chętniej mówią o zapewnieniu świadczeń socjalnych, prawach rozrodczych, o kobiecie w roli matki. Wszystkie te hasła można podsumować jednym: troska o kobietę i jej dobrostan. Problem polega na tym, że od dawna troska jest niewystarczająca – niezagwarantowana, zależna od nowych koncepcji władzy, często w dużej mierze sprawowanej przez mężczyzn. Może czas przełknąć nieprzyjemne słowo na „f” i zwrócić uwagę, że jest to walka o prawa, a nie o chwilową troskę i zauważenie, jakby obecność innych płci niż męska była doraźnym problemem do rozwiązania. Z drugiej jednak strony, jak komentować sytuację w Czechach, skoro naszych rodzimych polityków o troskę o kobiety aż strach zapytać?

Korekta: Angelika Niewiadomska


Maria Borowczyk

Jestem absolwentką filologii polskiej oraz studiów slawistycznych na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, a także doktorantką w Szkole Nauk o Języku i Literaturze UAM. Główne obszary moich zainteresowań badawczych to krytyka marksistowska polskiego dwudziestolecia międzywojennego, recepcja rosyjskich poetów w Polsce w latach dwudziestych, czasopisma komunistyczne i poezja proletariacka.

Previous
Previous

Krew z kreta

Next
Next

Troska czy kaftan bezpieczeństwa? O cienkiej linii, której lepiej nie przekraczać